La Bottega

Nazwa: La Bottega
Branża: Spożywcza
Rok założenia: 2012
Adres: ul. Święty Wojciech 7
Dzielnica: Stare Miasto
WWW: La Bottega
FaceBook: La Bottega

La Bottega, to uroczy sklepik z lokalnymi produktami włoskimi prawie na szczycie ul. Święty Wojciech, prowadzony przez równie uroczą parę polsko-włoską. Znajdziecie ty wszystk co Wasza włoska dusza zapragnie!

Fyrtel: Proszę nam powiedzieć na początek, co oznacza słowo „La Bottega”?

Monika Dudziak: La Bottega w czasach średniowiecznych było labolatorium, gdzie malarze, rzeźbiarze, wszelcy artyści uczyli swojego fachu. Z czasem tego typu miejsca poumierały by odrzyć w czasach międzywojennych i powojennych. Pojęcie „La Bottega” zmieniło się więc stopniowo w miejsce określające malutki, rodzinny sklepik zazwyczaj w jakimś niewielkim mieście, prowadzony przez pokolenia, w którym sprzedaje się lokalnie wytwarzane produkty, a więc świeże jajka, świeży ser, domowy makaron robiony przez babcię. Miejsce, w którym sprzedawane produkty są wysokiej jakości i bardzo naturalne. Obecnie natomiast „La Bottega” to ekskluzywny sklep, gdzie kupuje się produkty wytwarzane rzemieślniczo z wysokiej jakości składników.

Fyrtel: W Państwa przypadku jest to lokalny biznes o charaktrze międzynarodowym?

M.D.: Można tak powiedzieć, w końcu nasza „La Bottega” to sklep włoski. Właścicielem jest Włoch mój partner. Sprzedajemy produkty włoskie, a La Bottega to włoskie określenie. Międzynarodowy również w tym sensie, że importujemy z Włoch produkty, które skrupulatnie wybieramy. Wszystko jest ekskluzywnie włoskie. Oferujemy produkty wytwarzane wyłącznie przez małych producentów, których przeważnie nie można kupić w supermarketach, nawet we Włoszech. Wydaje się, że makaron to makaron, ale ten nasz makaron jest troszeczkę inny, bo jest ręcznie robiony, wytłaczany w brązie itp. U nas nie kupuje się dużych marek, nie kupuje się rzeczy, które gdzieś ktoś z podróży widział, jak na przykład Barilla. Tu każdy produkt musi mieć określoną jakość.

Fyrtel: Z jakich regionów Włoch sprowadzają Państwo najczęściej?

M.D.: Różnych, chociaż przeważająca część przetworów pochodzi z okolic Toskani, regionu z którego się wywodzimy. Nie ujmując nic innym regionom, to jednak Toskania jest królową warzyw. Ale mamy również produkty z Piemontu, Abruzzo, Lombardii, Emilii Romagni. Zasada jest prosta, jeżeli chcemy sprowadzić np. ser, to musi on być z regionu, gdzie został wytworzony, gdzie ma swoją historię.

Fyrtel: Wspomniała Pani o serach. Jakie jeszcze produkty macie Państwo w ofercie?

M.D.: Wędliny, chociaż wędlina nie jest odpowiednim słowem, ponieważ kojarzy się z wędzonym, natomiast Włosi tak naprawdę nie wędzą. Do tego oliwy, octy, makarony, przetwory róznego radzaju, warzywa, ryż na risotto, dodatki do serów, kawa, słodycze, cantucci, czekolada, różne różności. Praktycznie wszystko z każdego zakresu produktów.

Fyrtel: Produkty są zapewne nietypowe dla wielu poznaniaków. Czy ludzie pytają się jak je wykorzystać, co można na ich podstawie przygotować?

M.D.: Tak, jak najbardziej. Dużo rozmawiamy o gotowaniu. Czasem sprzedajemy produkty bardzo specyficzne, na przykład syrop z róży czy zabajone, które nie są powszechnie znane. Wtedy oczywiście pojawia się pytanie: „Co ja z tym mogę zrobić?” Do tego ludzie pytają jak zrobić samemu makaron albo risotto. Czasem są to pytania związane z gotowaniem, ale także kulturą włoską generalnie, nie zawsze konkretnie połączone z produktami. Dużo się dyskutuje, stąd też lokalizacja jest dla nas idealna, bo jest troszeczkę z boku, więc jest czas, nie ma przechodniów. Przychodzą do nas raczej świadomi klienci.

Fyrtel: No właśnie, szukali Państwo tej lokalizacji, czy była to kwestia szczęścia?

M.D.: Lokal trafił się trochę przypadkowo. Co prawda szukaliśmy lokalizacji w centrum, ale nie ma co ukrywać wysokość czynszu jest po prostu horrendalna. Szukaliśmy, szukaliśmy i kompletnie przypadkowo znalazłam ogłoszenie na portalu, który wcale nie zajmuje się nieruchomościami. Lokal był w bardzo złym stanie, ale były oryginalne cegły, w których się zakochaliśmy. Wiedzieliśmy, że wyjdzie z tego coś super. Sam projekt wystroju mieliśmy już wcześniej gotowy, więc ten lokal idealnie zgrał się z naszymi oczekiwaniami.

Fyrtel: Czy La Bottega to wyłącznie sklep?

M.D.: Z założenia jesteśmy sklepem, ale robimy również np. panini czy też kawę espresso. Po 6 miesiącach działania myślimy żeby rozbudować nasz biznes. Nie w kierunku restauracyjno-kawiarnianym, ale bardziej gastronomicznym, gdzie będzie można przyjść i wziąć coś już prawie gotowego, na świeżo. Idziemy również w kierunku punktu, w którym będzie więcej produktów do zakupienia na wagę, na przykład karczochy, grillowane warzywa. Oczywiście korci nas też, żeby zrobić miejsce, gdzie będzie można usiąść i zjeść kanapkę na miejscu. Mamy tutaj taki degustacyjny pokój, gdzie przychodzą szefowie kuchni, którzy kupują u nas sery. Można ten pokój również zarezerwować, a my przygotujemy deskę serów, ale działa to jest na zasadach bardzo nie zobowiązujących. Nie restauracyjnie, a bardziej degustacyjnie.

Fyrtel: Mówiła Pani, że klienci są raczej indywidualni i wiedzą czego chcą dokładnie. Czy są to osoby raczej starsze, czy młodsze?

M.D.: Różnie. Duża część klientów, to klienci w wieku powiedzmy średnim, którzy już do czegoś w życiu doszli, wiele podróżują. Są to klienci, którzy na ogół wiedzą czego chcą, gdyż znają Włochy. Potem jest grupa ludzi starszych, którzy jeżdżą też do Włoch, ale im się Włochy kojarzą z formą luksusu. Jest grupa bardzo młodych ludzi, którzy albo jeżdżą do Włoch, albo mają kontakt z Włochami, lubią włoską kuchnię i już mają dosyć spaghetti a’la Bolognese, chcą zrobić kolejny krok. Są to osoby, które wolą kupić mniej, ale wyższej jakości i zjeść mniej, ale przynajmniej cieszyć się tym jedzeniem. Jest w końcu grupa ludzi, którzy we Włoszech nigdy nie była, ale lubią „italiano”.

Fyrtel: Wspominała Pani o możliwości degustacji…

M.D.: Tak, jeżeli klient chce kupić ser, ale nie jest do końca przekonany czy będzie mu smakować, to oczywiście zawsze oferujemy degustację. Często tego typu problem pojawia się przy serach owczych, bo jednak tego typu ser nadal kojarzy się w Polsce różnie. Dużo osób zamawia sobie w pudełeczku pokrojone sery na deskę serów i o to właśnie chodzi, edukacja i później sprzedaż.

Fyrtel: Czyli tak jak Pani mówiła na początku miejsce „La Bottega” miało niegdyś charakter edukacyjny i tak też tutaj zostało.

M.D.: Pierwotna idea La Bottegi rzeczywiście pozostała. Nie mam problemu z dzieleniem się wiedzą, mieszkałam we Włoszech 5 lat, nagotowaliśmy niesamowite ilości różnych przepisów wyszukiwanych w książkach kucharskich, także jeżeli coś wiem i mogę się podzielić to ja bardzo chętnie to robie. Zawsze jest ciekawie.



Możliwość komentowania jest wyłączona.