Mimi

Nazwa: Mimi
Branża: Zabawki
Rok założenia: 1990
Adres: ul.Kraszewskiego 9
Dzielnica: Jeżyce
WWW: Mimi
Face Book: Mimi

Mimi, to niemałe królestwo zabawek dla małych i dużych dzieci. W sercu Jeżyc znajdziecie ponad 5 tysięcy produktów, od klocków Lego, przez Playmobil, po zabawki Disney’a, którymi bawić chciałyby się nie tylko Wasze dzieci, czy młodsze rodzeństwo, ale też i Wy! Przyjazna i fachowa obsługa jest miłym dopełnieniem sklepu Pana Roberta Trochimiuka. Polecamy serdecznie!

Fyrtel: Na początku rozmowy z każdym lokalnym przedsiębiorcą lubimy zawsze dowiedzieć się skąd powstał dany pomysł na biznes. Jak to było w Pana przypadku?

Robert Trochimiuk: Trudno powiedzieć. W 1990 roku wielu z nas miało różne pomysły, a w moim przypadku właśnie w tym czasie pojawiły się w domu dzieci. Może to zainspirowało mnie do założenia tego typu biznesu. Po paru latach pojawił się partner sieciowy, z którym zacząłem współpracować od 1998 roku. Uznałem, że działania w grupie mają większy sens. Współpraca trwała przez 6-7 lat, w czasie których dosyć mocno zmieniłem produkty i charakter sklepu. Działanie z większym partnerem biznesowym dawało sporo, zwłaszcza jeżeli chodzi o marketing. To dość istotne, bo jak wiemy reklama to dźwignia handlu.

Fyrtel: Czy oprócz łączenia się z większym partnerem biznesowym próbował Pan w jakiś inny sposób rozbudzić handel na Jeżycach?

R.T.: Tak, dwa razy udało mi się na naszej ulicy nieco zmobilizować lokalnych usługodawców. Na przełomie 2007 i 2008 podjęliśmy wspólne działania, których efektem była na przykład wspólna reklama w jednej z lokalnych gazet. Zrobiliśmy też własne spoty, ustaliliśmy wspólne godziny otwarcia. Przez okres gwiazdkowy, kiedy nasza współpraca miała miejsce widać było, że współpraca się sprawdza. Podjęliśmy też próby wspólnego oświetlenia gwiazdkowego na ulicy, tak by upiększyć naszą przestrzeń. Niestety z czasem zabrakło motoru, który by te działania podtrzymywał.

Fyrtel: Rozumiemy, że w grupie były sklepy z różnych branż…

R.T.: Tak, właściwie to na całym odcinku od Dąbrowskiego do Zwierzynieckiej było około 50 podmiotów. Dzisiaj tej współpracy nie widać, ale wówczas jak te 50 przedsiębiorstw połączyło siły, to dało to niewiarygodną ofensywę. Niestety z czasem zaczęły się różnego rodzaju procesy destrukcyjne, wielu chciało natychmiastowych efektów, a przecież korzyści nie przychodzą od razu. Reklama powinna być długoterminową inwestycją. Wielu oczekuje natychmiastowego przełożenia, co jest totalną bzdurą.

Fyrtel: Wracając do Pana działalności, proszę nam powiedzieć kto najczęściej odwiedza Pana sklep?

R.T.: Nasze produkty dedykowane są przede wszystkim dla dzieci w wieku od 0 do 9. Skala przesuwa się jednak w dół. Kiedyś bowiem ta granica była na poziomie 12-latków. Dziś natomiast 9-latek ma inne oczekiwania i możliwości niż dawniej.

To ciekawe, gdyż w dzisiejszych czasach powstają grupy fanów pewnych produktów, np. Lego. Osoby, które wychowały się na danych zabawkach teraz spotykają się lub wspólnie studiują np. na kierunkach politechnicznych. To oznacza, że dobra zabawka pozwala na rozwinięcie swojej pasji i na pozostanie np. dobrym inżynierem. Inwestując w dobre zabawki inwestujemy w dobrych lekarzy, inżynierów itp. Uważam, że jeżeli człowiek nasiąka dobrymi wzorcami w dzieciństwie, to w życiu dorosłym jest lepszą osobą, obywatelem.

Fyrtel: Zabawki niewątpliwie budzą pasje, które potem, nierzadko, przeradzają się w zawody. Chcielibyśmy jednak zapytać, jak to się stało, że wylądował Pan na Jeżycach?

R.T.: Moja rodzina kiedyś mieszkała w tej dzielnicy. W latach 90tych, gdy zakładałem mój lokal, nie znałem jednak historii tego obiektu. Po jakimś czasie przyszła do mnie starsza Pani, która poinformowała mnie, że przed wojną mieścił się w tym miejscu sklep o podobnym profilu. Śmieje się, że jakiś duch musiał nas tu kiedyś zaciągnąć.

Fyrtel: Jak Pan ocenia Jeżyce z perspektywy procesów tu zachodzących?

R.T.: Jeżyce przechodzą niestety ten sam proces, który dotknął ulicę Św. Marcin. Pojawiła się kiedyś propozycja, by aktywizować firmy na Jeżycach, jeszcze przed totalną zapaścią, która obecnie w naszej okolicy ma miejsce, no ale trafiła ona na mur indywidualności, które nie potrafiły zauważyć, że lepiej jest działać w grupie. No i to niestety pokutuje. Pewnych procesów się nie uniknie. To samo dotyczy miast w zachodniej Europie, które albo poszły w dobrym kierunku, stawiając na lokalny handel, albo w centrach miast nie ma już wartościowych przedsiębiorstw, a wiele obiektów oczekuje na wyburzenie. Oby Poznań poszedł drogą tych pierwszych!



Możliwość komentowania jest wyłączona.