Olala Cafe

Nazwa: Olala Cafe
Branża: kawiarnia
Rok założenia: 2013
Adres: ul. Garncarska 4
Dzielnica: Stare Miasto
Facebook: Olala Cafe

Olala to przytulna kawiarnia w nieznanym wielu centralnym zakątku Poznania przy ul. Garncarskiej. Zlokalizowana pomiędzy Św. Marcinem i popularnym Taczaka, jest szansą na ożywienie tego spokojnego fyrtla, który tylko czeka na zastrzyk energii.

Fyrtel: Skąd wzięła się nazwa Twojej kawiarni? Rozumiemy, że skojarzenia z imieniem nie są przypadkowe?

Ola Stachowiak: Nazwa Olala Cafe pochodzi od mojego facebookowego avatara (Ola La) – w 100% oddaje to, że kawiarnia to ja. <śmiech> Mam na imię Aleksandra, mój przyszły mąż też ma na imię Aleksander, nasza córka to piękna Barbara Aleksandra. Nie pozostało mi nic innego jak z zachwytu nad tym najpiękniejszym imieniem krzyknąć Oh lala! Po Polsku Olala!

Fyrtel: Nazwa nasunęła się sama, ale skąd pomysł na założenie własnej kawiarni?

O.S.: Knajpkę chciałam mieć odkąd pamiętam, a kawiarnia jest dobrym, choć trudnym początkiem przygody w biznesie gastronomicznym. Olala Cafe to spełnienie mojego marzenia o posiadaniu własnego miejsca, w którym można zjeść smaczne, domowe ciasto, wypić dobrą kawę, a przede wszystkim poczuć się jak ‚u siebie’.

Fyrtel: W takim razie co serwuje Olala i w czym się specjalizujecie?

O.S.: W kawiarni można napić się świeżo mielonej kawy, herbaty, cydru, wina (zimą najlepsze grzane!) i piwka z małych Wielkopolskich browarów. Do przekąszenia mamy bagietki i sałatki, na mniejszy głód owocowe smoothies i zupę dnia, a na deser ciacha, które zainspirowana różnymi blogami wymyślam i piekę osobiście.

Fyrtel: Ul. Garncarska leży pomiędzy nadal nieco smutnym Św. Marcinem, a odżywającą ul. Taczaka. Skąd wybór tej lokalizacji?

O.S.: Szukając lokalizacji brałam pod uwagę różne możliwości. Postanowiłam zdać się na intuicję i tak gdy byliśmy na spacerze i przechodziliśmy koło lokalu, w którym teraz mieści się kawiarnia, zajrzeliśmy do środka i od razu wiedziałam, że to jest właśnie to miejsce. Garncarska ma w sobie to coś co z jednej strony przypomina mi o ciasnych uliczkach w dzielnicy Gothic w Barcelonie, a jednocześnie posiada swój własny, wyjątkowy poznański klimat zw 100-letnim Kasztanem po drodze i kamienicami. Niby na uboczu a jednak w Centrum. Gorąco wierzę, że ten rejon miasta odżyje, co już zresztą widać po aktywnej ulicy Taczaka i planach wobec ul. Św. Marcin. Jako młoda poznanianka pragnę również tworzyć tkankę tego miasta. Na swój sposób, prowadząc kawiarnię która przyciąga miłośników słodkości, relaksu i rozmowy.

Fyrtel: Przed jakimi wyzwaniami stoi właścicielka kawiarni? Co jest najtrudniejsze w prowadzeniu własnego lokalu?

O.S.: Samo bycie właścicielem kawiarni, a co za tym idzie – przedsiębiorcą jest nie lada wyzwaniem! Odchodząc od tematu problemów tworzonych przez nasze państwo – prowadzenie lokalu wymaga aktywności 24/7. Nieustanne tworzenie w głowie, pilnowanie wszystkiego, dbanie o utrzymanie stałego, wysokiego poziomu, o to, żeby wszystko było świeże, kawa nie wietrzała, na stolikach były kwiaty, pan z butlą gazową przyjechał na czas, uff… Trudne też jest dobranie i utrzymanie zaufanego personelu. Najtrudniejsze jednak jest wierzyć nieprzerwanie w to, co się robi, nie poddawać się w kryzysowych chwilach, przy drobnych potknięciach – brzmi oklepanie, ale tak jest naprawdę.

Fyrtel: A co jest najprzyjemniejsze?

O.S.: Sama świadomość, że tworzę coś sama, kreuje małą, olalową rzeczywistość w tym miejscu. Przyjemne jest słuchanie, że piękne wnętrze, że pyszne, że wrócą i oglądanie rzeczywiście wracających i zadowolonych klientów.



Możliwość komentowania jest wyłączona.